|

Publicystyka
patriotyczna
Jak inaczej nazwać pięcioksiąg publicystyczny, w którym
autor bez pardonu obnaża skutki globalistycznej polityki naruszającej podstawowe
interesy społeczeństw pragnących zachować stabilizację w
najważniejszych wartościach tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie? Czy w
imię tej nowej, wynaturzonej i pozbawionej wszelkich skrupułów polityki liczyć
się będą tylko interesy najsilniejszych, sprzedajnych polityków, bankierów i
kolesiów w biznesie? Czy na przesiąkniętej krwią ziemi naszych przodków
walczących o lepszą przyszłość i równe prawa dla wszystkich w ojczyźnie,
rozgrywane mają być bezwzględne interesy ciurów pierwszej, drugiej, trzeciej,
czwartej, n..tej władzy kupczących interesami narodowymi?
Łysiak podjął się dzieła niesamowitego, publicystyki patriotycznej unaoczniającej
społeczeństwu w jaki sposób propaganda partyjna-propaganda Salonu powiązana i wspomagana
super potężnymi mediami zakłamuje prawdę w imię relatywizacji konserwatywnych
wartości cywilizacji. Bo w tej szaleńczej polityce nie o nią
chodzi (prawdę), ale o ukierunkowanie umysłów maluczkich na plan wielkich tego świata
w sposób nie naruszający
ich interesów politycznych, biznesowych, urzędniczych, sądowych etc. Krótko
mówiąc świata, w którym społeczeństwa będą chodzić na kolanach oczekując łaski
zbawienia ekonomicznego, zdrowotnego i sprawiedliwości, od magnatów dysponujących kapitałem i
koneksjami...
Już w "Stuleciu kłamców"
bez żadnych niedomówień
wskazywał Łysiak na narzędzia, jakimi posługują się
farmazoni relatywizmu do osiągania swoich celów - kłamstwami we wszystkich
aspektach życia: postępu, ewolucji, demokracji, historii, ekonomii, kultury,
etc. ilustrując dobitnie w rozdziale III zatytułowanym "a NATOmia kłamstwa"
do jakich tragicznych skutków doprowadza ten kierunek polityki. A nie było wtedy
jeszcze piekła Iraku i Afganistanu...
W
"Rzeczpospolitej kłamców" - SALON
Łysiak po raz pierwszy nazywa rzecz po imieniu. Różnorakie przybudówki
"Czerwonych" i "Różowych", ochoczo pomagających w podziale władzy przy okrągłym
stole i utrwalaniem jej w nowej rzeczywistości politycznej określa SALONEM. Oni
sami wszelkimi sposobami chcieli być postrzegani, jako nowe, bez skazy "elity".
To oni z uporem maniakalnym wprowadzali "polityczną poprawność", która ma być
fasadą dla wszystkich działań antyspołecznych, braku kontroli nad rządzącymi i
łatwego unikania odpowiedzialności za niedemokratyczne działania władzy. Ci,
którzy najwięcej krzyczeli o obaleniu systemu dyktatu, sami natychmiast
wprowadzili dyktat wpływów, ekonomiczny i kulturowy. Wzorców nie trzeba było
daleko szukać, one narodziły się podczas rządów jakobinów w rewolucji
francuskiej i przyniosły wtedy jedynie straszliwą klęskę narodowi francuskiemu.
Dzisiejsi "poprawiacze" historii narzucając społeczeństwu polskiemu terror
apatriotyzmu, leseferyzmu, relatywizmu moralnego
kierują się tym samym zawołaniem jakobińskim: "Po nas choćby potop".
Bo państwo, jak powiada Łysiak "...którego dyplomaci nie znają języków, którego
moraliści nie mają wstydu, i którego intelektualiści cierpią na brak
inteligencji – nie urodzi prawdziwych arcydzieł kręceniem biczów z piasku i
lepieniem buław z łajna."
Uszczegółowiając powyższą tezę Łysiak w koronkowym,
alfabetycznym zapisie zawartym w dwutomowym
"Alfabecie szulerów - SALON 2" diagnozuje
szalbierstwo współczesnych "elit" politycznych obnażając
|